Relacja z wyprawy Australia-Chiny-Polska: czerwiec-lipiec 2007

Przebieg trasy:
Melbourne - Pekin - Ułan Bator - Irkuck - Jezioro Bajkał - Moskwa - St. Petersburg

Trasa jest ściśle zaplanowana, prosta sprawa dotrzeć z Australii do Europy pociągiem.

Melbourne - Pekin

O ile w moim przypadku był to bezpośredni lot z Melbourne do Pekinu, tak w przypadku mojego towarzysza podróży droga wydłużyła się o Brisbane (spotkanie z Dalej Lama) - Darwin - Hong Kong - Guangzhou - Xian - Pekin. Stąd też pierwsze 3 dni musiałem spędzić sam w Pekinie. Po odnalezieniu noclegu - prawdziwej oazy świata zachodniego w centrum Pekinu - dopiero mogłem odetchnąć. Tego samego wieczoru ruszyłem na nocne zdjęcia okolic Tien-an men. Ku mojemu zaskoczeniu nie napotkałem żadnych problemów, nie straciłem aparatu, pieniędzy, dokumentów. Żadnych problemów z władzą.

Pocieszający jest fakt, że gdzieniegdzie pojawiali się turyści lub pracownicy zagranicznych korporacji z którymi można się porozumieć. Tylko z nimi można się komunikować nie znając Chińskiego. A z tym naprawdę jest niełatwo. Chcąc dojechać do świątyń w skałach wapiennych na południowy zachód od Pekinu musiałem pokonać piekło komunikacji miejskiej, operować biegle mapami i przepłacać lokalnych. Po drodze trafiłem na przedmieścia Pekinu z ciekawą starą architekturą i perełką - mostem z 320ma rzeźbionymi w piaskowcu postaciami lwa.

Zanim dojechał kolega zwiedziłem ogrody wokół Zakazanego Miasta wraz z Białą Pagodą oraz dzielnice Hutongów, które masowo są wypierane przez współczesne architektoniczne paszkwile. Następnie już we dwójkę zobaczyliśmy Zakazane Miasto i ponownie Białą Pagodę - tym razem nocą. Przy okazji kolega zażyczył sobie zdjęcie z Wielkim Mao - nie dziwiłoby to, gdyby nie fakt, że miał na sobie koszulkę “Głosuj na Tybet”.

Po spenetrowaniu Pekinu ruszyliśmy na Wielki Mur - na malowniczy odcinek Simatai, gdzie po przejściu 5 km mięliśmy możliwość zjechania na linie na drugą stronę sztucznie utworzonego jeziora. Widoczność, jak w całym Pekinie, była bardzo ograniczona za ciągle unoszącą się zawiesiną gazów wyziewanych z fabryk. Widok ten tłumaczy konsekwencję rozwoju cywilizacyjego Chin. Z tego też powodu chcieliśmy się szybko wydostać na łono dziewiczej i czystej Mongolii.

Pekin - Ułan Bator

Pociąg reprezentował dość przeciętny standard, podobnie jedzenie w wagonie jadalnym. Mieliśmy jednak szczęście poznać wielu turystów jadących docelowo do Mongolii. To był także pierwszy kontakt z Mongołami i pierwsze zauroczenie ich naturą i kulturą. Sesja zdjęciowa w pociągu zarówno w przedziałach, jak i zmienionym (po przekroczeniu granicy) wagonie jadalnym o fenomenalnym zdobnictwie.

Przedział dzieliliśmy z naszą przyszłą przewodniczką, która wprowadziła nas w specyficzne życie stolicy Ułan Bator. Stąd też mieliśmy okazją porównać, jak żyją ludzie w mieście (rozpadające się bloki z epoki socjalizmu) z życiem na stepie. Ariuna zabrała nas bowiem do wioski swojej matki żyjącej w jurcie na stepie. Mieliśmy okazję poganiać stado 500set kóz i owiec oraz sprobówać tradycyjnej kuchni mongolskiej. Życie w jurcie opiera się na pewnych zasadach typu: nigdy nie odwracaj się plecami do ołtarza, nie idź przed starszą osobą etc., czego próbowaliśmy przestrzegać.

Kolejne dni przynosiły nowe atrakcje: jazda konno na rumakach przygotowywanych do wielkiego konkursu jeździeckiego, zwiedzanie monasterium buddyjskiego zniszczonego przez Sowietów, najniżej na południe położone siedlisko świerka syberyjskiego. W drodze z monasterium mieliśmy okazję strzelać z tradycyjnego łuku do celu (rozciągniętej skóry). Spróbowaliśmy też tamtejszych pierogów w ciekawie zaaranżowanej restauracji z kolekcją 120 skór z panter śnieżnych skonfiskowanych na granicy. Pierogi zaprawione były wódką robioną na rosyjskiej recepturze. Próbowaliśmy także tradycyjnej wódki robionej z mleka.

Ułan Bator - Irkuck - Jezioro Bajkał

Najwięcej obaw wiązaliśmy z wjazdem do Federacji Rosyjskiej. Szczęśliwie przebrnęliśmy przez granicę bez problemów. Z Irkucka od razu pojechaliśmy nad Bajkał, tam poznaliśmy lokalne dziewczyny, które ugościły nas wódką z lokalną przekąską czyli omułem podanym na gazecie. Pogoda dopisywała ukazując głębię przejrzystej wody. Po Irkucku także oprowadzały nas poznane w autobusie koleżanki, pokazując zarówno starą zabudowę, jak i sowieckie blokowiska. Znów mieliśmy okazję zobaczyć jak żyją zwykli ludzie.

Irkuck - Moskwa

Odprowadzeni do pociągu ruszyliśmy w stronę Moskwy. Monotonię podróży przerywali niespodziewani goście. Kolejno wsiadali do naszego przedziału podejrzani mężczyźni, którzy zadawali wiele pytań. Na przestrzeni 5 dni odwiedziło nas 3 typów. Poza tym sąsiedni wagon wypchany był sfrustrowanymi pijącymi, byłymi żołnierzami, którzy dość często zaglądali do wagonu jadalnego. Mieliśmy okazję porozmawiać z kilkoma pasażerami jadącymi do Moskwy w celach biznesowych lub na turnieje. Spotkaliśmy też matkę z córką, które opuszczały kraj dla upragnionego USA.

Sama Moskwa przytłaczała przepychem i specyficzną atmosferą miasta policyjnego. Co chwila przejeżdżały auta na sygnale i nie były to bynajmniej karetki pogotowia. Po zwiedzeniu typowych atrakcji ruszyliśmy na dworzec żeby dostać się do St. Petersburga.

Moskwa - St. Petersburg

Niestety nie mając zarezerwowanych miejsc w hostelach mieliśmy znikome szanse znalezienia taniego noclegu. Całe szczęście natrafiliśmy na dość egzotycznie brzmiące miejsce o nazwie Kuba Hostel. Tam panowała fenomenalna atmosfera z ciągłymi imprezami, w których brali udział ludzie z całego świata. To była główna atrakcja dla mojego australijskiego kolegi, bowiem po całym dniu zwiedzania rozpoczynało się dla niego drugie życie. Oprócz typowych atrakcji, takich jak Pałac Zimowy, Twierdza Pietropawłowska, Newski Prospekt, Kazański Sobór, Admiralicja, miasto ma do zaoferowania bogate życie nocne: świetne kluby jazzowe, koncerty symfoniczne (mieliśmy okazję wysłuchać Requiem Mozarta w Smolnyy Katedrze).

Ponownie spędzaliśmy sporo czasu z lokalnymi, którzy dużo lepiej radzili sobie z angielskim aniżeli w odległym Irkucku. Na uwagę zasługuje też niepowtarzalny urok tego miasta z jego białymi nocami. Dają poczucie wiecznie trwającego wieczoru, co sprzyja nocnym eskapadom.

Prócz samego Petersburga mieliśmy okazję zwiedzić Carskie Sioło z przepięknym kompleksem ogrodowo-pałacowym należącym naówczas do słynnej Carycy Katarzyny. Przepych tego miejsca powala na kolana, podobnie jak kolejki przed wejściem. Pałac ten kryje odremontowaną bursztynową komnatę oraz przestrzenne pozłacane pokoje wraz z zabytkowymi meblami. Ponadto na zewnątrz można zwiedzić zabytkowy ogród zaprojektowany w różnych stylach (także ogród chiński).

Droga do Polski przebiegła bez większych zakłóceń, wybieraliśmy z reguły nocne przejazdy żeby móc zatrzymać się po drodze w ciekawych miejscach. Tak też było na ostatnim odcinku naszej podróży, gdy trafiliśmy do Wilna. Tam też obeszliśmy stare miasto, zamek, sanktuaria i muzea. Zmęczeni podróżą kupiliśmy sobie miodowe piwo litewskie, po czym wsiedliśmy do autobusu jadącego do Warszawy.

Z całej podróży wyniosłem szereg ciekawych doświadczeń i wniosków, a co ważne od strony profesjonalnej, około 5 tysięcy zdjęć z samej Azji. Mięliśmy okazję zaznać surowych warunków życia na stepie jak i spróbować wykwintnych (jak na Rosję) dań w restauracjach na Arbacie czy też na Newskim Prospekcie. Wyprawa godna polecenia…

Podróż: Czerwiec-Lipiec 2007

Kuba Nikoracy
www.nikoracy.com

Relacja z wyprawy nad Jezioro Bajkał

Relacja z podróży na Elbrus

Wyprawa rowerowa "Pekin 2008"

Zapraszamy do zamieszczenia relacji z podróży na łamach portalu o Kolei Transsyberyjskiej

 


<- Powrót