Dziennik z sentymentalnej podróży na Syberię

Chłonąłem każdą minutę tej egzotycznej podróży nad Bajkał, oraz sentymentalnej wycieczki do miejsca zsyłki Pamiati 13 Borcov (1940), i z każdej minuty zdaję poniższą relację.

Zbigniew Zawiślak

10.06 2009 (środa)

W domu spakowany czekam na ‘żoneczkę’, która odwozi mnie na Dworzec Główny w Opolu Krótkie cmok, cmok przed budynkiem dworca i jestem sam z ciężkim plecakiem na plecach, neseserkiem na szyi i gitarą w ręku. Kupuję bilet do Warszawy Wschodniej z kombatancką zniżką. Pociąg mam za ok. godzinę.

Na peronie proszę pewnego podróżnego o zrobienie mi pamiątkowego zdjęcia.


Z plecakiem (20 kg) na plecach, z torbą na dokumenty na szyi i z gitarą w ręku czekam na Dworcu Głównym w Opolu na pośpieszny do Warszawy by stamtąd samotnie wyruszyć w sentymentalno-turystyczną podróż na Syberię.

Na dworcu Warszawa Wschodnia czekają na mnie córka Małgosia i jej narzeczony Paweł. Mam sporo czasu do odjazdu środowego pociągu Warszawa Wschodnia-Irkuck, i zabierają mnie do siebie samochodem na herbatę. Dostaję cztery butelki wody mineralnej i zapomniany ręcznik do nóg. Wracamy na dworzec ze sporym zapasem czasu (moja niecierpliwość).

Na peronie robią mi zdjęcia. Paweł orientuje się, że nie mam żadnej kurtki przeciwdeszczowej i bez wahania oddaje swoją. Wreszcie wjeżdża na peron mój pociąg i odszukuję wagon nr 30. Oddaję bilet konduktorowi (prowadnikowi) i pakuję się do wagonu; na bilecie w 4-miejscowym przedziale mam mieć dolną prycz; według numeracji w wagonie jest to niestety prycza górna; dostaję od konduktora zgodę na zajęcie pryczy dolnej. Małgosia z Pawłem wchodzą razem ze mną do przedziału wraz z butelkami z wodą i szybko wychodzą, bo pociąg zaraz rusza.

Jeszcze nie orientuję się ile podróżnych będzie w moim przedziale. Na szczęście nie ma jeszcze nikogo i wykorzystuję to, aby szybko rozpakować się. Co chwilę wycieram lejący się z czoła pot wspomnianym ręcznikiem do nóg. Pomału uspokajam się. Pociąg rusza ale nikt jeszcze nie wchodzi do mojego przedziału. Od konduktora dostaję pościel (prześcieradła i powłoczki; poduszka i koc są już na pryczy) i propozycję wypicia herbaty. Mówię, że może potem. W wagonie jest jeszcze konduktorka. Pomału orientuję się, że chyba na razie będę sam w przedziale.


Wnętrze mojego przedziału.

Wychodzę na korytarz - ani żywej duszy. Okazuję się że jestem jedynym pasażerem w całym wagonie!!! W sąsiednich wagonach pełno ludzi. Poczułem się jak jakiś VIP ‘w wagonie pod specjalnym nadzorem’. Zawieram znajomość z prowadnikami: on Nikolaj a ona Inna - chyba nie małżeństwo. Od Inny dostaję druczek imigracyjny i dwa druczki deklaracji celnej. Pomaga mi wypełnić te druczki; z wdzięczności daję jej tabliczkę wedlowskiej gorzkiej czekolady. Pociąg pędzi, a ja sam w całym wagonie. Dostaję od Nikolaja wrzątek do mojego 0,5 l termosu. Robię zupkę ‘gorący kubek’. Ścielę i kładę się spać.

11.06 2009 (czwartek)

Jest noc i wkrótce zatrzymujemy się w przygranicznym Brześciu, gdzie odbywa się kontrola paszportowo-celna polska i białoruska, oraz hałaśliwa wymiana europejskich zestawów kołowych na szerokotorowe białoruskie i rosyjskie. O spaniu nie ma mowy. Następuje również zmiana strefy czasowej na miejscową białoruską (o 1 godzinę do przodu), ale w pociągu przez cały czas podróży będzie obowiązywał czas moskiewski [MT] (2 godziny do przodu). Mam ze sobą dwa zegarki na rękę; jeden na ‘warszawski’, żebym orientował się co do mojego ‘biologicznego’ systemu snu i czuwania.

Z Brześcia wyjeżdżamy o ok. 04:30 [MT].

Do Mińska przyjeżdżamy o 08:04 [MT] i tu okazuje się, że dalsza podróż nastąpi dopiero po 8 godzinach!! Jest to dla mnie ogromne zaskoczenie. Mogłem to przewidzieć kupując bilet, z którego mogłem zorientować się, że nie jedziemy przez Moskwę - jakby to wynikało z materiałów otrzymanych z EYAND TRAVEL.

Mój przedział i cały wagon będzie przez cały ten czas zamknięty!! Głodny i spragniony, z neseserkiem i małym plecaczkiem na plecach, udaję się na przymusowe zwiedzanie białoruskiej stolicy.


Typowy gmach w Mińsku.

Mam przy sobie tylko dolary. W pobliskim banku wymieniam 10 $ na białoruskie ruble (kurs wymiany ok. 3000 Brbl za $1). Kupuję sobie coś do picia. W przystacyjnym kiosku kupuję jakiś napój w ciemnej plastikowej butelce, który ma w swojej nazwie słowo ‘krynica’. Piję, myśląc że jest to odpowiednik naszej ‘kryniczanki’. Natychmiast przekonałem się, że kupiłem ciemne piwo!

Popijając ‘kryniczankę’ zwiedzałem monumentalny Mińsk. Co jakiś czas robię zdjęcie olbrzymich budynków i szerokich ulic. Wszędzie czysto, nigdzie choćby małego papierka na chodniku. Jest gorąco, więc popijam ‘kryniczankę’. Szukam cienia w licznych parkach i skwerach. ‘Kryniczanka’ daje o sobie znać. Jestem daleko od przystacyjnej toalety. Wchodzę do jakiegoś parku i napotykam na fontannę. Wokół jacyś ludzie. Chce mi się coraz bardziej. Przechodzę do drugiej części parku, gdzie oprócz jakiegoś pomnika nie ma nikogo. Znajduję krzaki i nerwowo oddaję się pilnej potrzebie. Ulga!! Na pamiątkę robię zdjęcie tej butelce na tle tych krzaków; robię także zdjęcie dyskretnemu pomnikowi.

Czuję się coraz bardziej swobodnie i wchodzę do jakiegoś bistro, gdzie jestem ‘bystro’ obsłużony. Do obiadu pozwoliłem sobie, tym razem świadomie, zamówić piwo. Zadowolony zostawiłem nawet napiwek. Byłem z siebie bardzo zadowolony, że nieźle radziłem sobie z językiem rosyjskim (niestety nie z pęcherzem).

W powrotnej drodze na stację dopijam z butelki resztkę ‘kryniczanki’; butelka do kosza. Jest nadal gorąco. Idę coraz szybciej, gdyż znowu odczuwam skutek wypitych piw. Na granicy wytrzymałości zdążam do przystacyjnej toalety. Przy okazji wyzbywam się również z resztki rubli (450 Rbl) oddanych ‘pisuardesie’ i idę na peron, aby sprawdzić czy nie stoi mój pociąg Mińsk-Irkuck. Stał, ale Gomel-Irkuck.

Wychodzę ze stacji i czekam na ławce na pobliskim skwerku. Otrzymuje pierwszy telefon od ‘żoneczki’. Zdaję krótką relację. Gdy mam jeszcze pół godziny do odjazdu (16:04) idę sprawdzić czy nie stoi mój pociąg. Stał, więc idę odszukać mój wagon nr 30. Okazało się jednak, że stał tam od jakiegoś czasu a Nikolaj spocony i zdenerwowany cały czas szukał po całej stacji swojego jedynego pasażera. Później wytnę im jeszcze lepszy numer. Przepraszam i ładuję się skruszony do swojego wagonu. Ruszamy punktualnie o 16:04. Pociąg zatrzymuje się na kolejnych stacjach: Orsha, Osinovka, granica białorusko-rosyjska, Smoleńsk. Żadnej kontroli rosyjskiej.

12.06 2009 (piątek)

Budzę się o ok. 5:00 i robię oblucję higienicznymi chusteczkami ‘dzidziuś’. Pół godziny później szykuję sobie śniadanie ‘ciapę’: zupka z torebki + makaron z torebki + pokrojone w plasterki suche kiełbaski; całość zalana wrzątkiem. Wrzątek mam z dużego termosu, który przyniósł mi Nikolaj (chyba żebym mu często nie zawracał głowy). Wystarczy do jutra. Robię sobie herbatę +3 kostki cukru + pieczywo chrupkie Wasa posmarowane orzechową czekoladą SCHOKO. Za oknem śliczna pogoda. Jestem w siódmym niebie, tylko trochę nudno. Jeszcze się nie odważyłem rozejrzeć po sąsiednich wagonach. Nikolaj otworzył mi w korytarzu jedno okno. Potem zamknął, żeby działała klimatyzacja. Jest miły chłodek i świeże powietrze. Chcę nawiązać bliższy kontakt z Nikolajem i Inną. Oferuję kieliszek Soplicy, ale odmawiają, gdyż są w pracy.

Stajemy na kolejnych stacjach Voskresiensk, Kurovskaja, Zaputnaja, Vekovka. Na stacjach widać sprzedawców krążących z wyrobami ceramicznymi; niektórzy chodzą po wagonach. Mnie to nie interesuje, zresztą nie mam jeszcze rubli.

Mijamy kolejne stacje: Murom, Kazań. Właściwie już przestałem liczyć mijanych stacji. Zresztą, na korytarzu jest wywieszona cała marszruta pociągu, w jedną i drugą stronę. Obok wystają z plastikowej skrzynki dwa numery czasopisma NSZZ Kolejarzy (oczywiście w j. polskim) oraz wetknięty jadłospis gotowych zestawów obiadowych, które można zamówić w wagonie restauracyjnym. Czas jakiś poświęcam na czytanie instrukcji dotyczących stref sanitarnych, kiedy wszystkie toalety są przymusowo zamykane, instrukcji używania wagonowej sieci elektrycznej 220V, korzystania z WC i instrukcji na wypadek terroryzmu.

W końcu wyciągam się na pryczy i słucham kaset z rosyjskimi piosenkami (takie 'wożenie drzewa do lasu’) odtwarzanymi na zabranym ze sobą bateryjnym magnetofonie. Czasami słucham piosenek, które puszczają przez pociągowy magneto-węzeł.

Nagle zauważam, że jakiś brodaty facet ubrany jak rowerzysta stoi na korytarzu i słucha mojej muzyki. Zapraszam go do środka. Facet gada po niemiecku. Przedstawiamy się. Ma na imię Christian i mieszka w Dessau (w dawnym NRD). Trochę znam niemiecki, ale pytam czy zna angielski. Tak, parę słów. Zna także pojedyncze słowa po rosyjsku (niestety z fatalnym akcentem, np. słowa ‘on idiot’ wymawia ‘on idjot’!). Chcąc nie chcąc przechodzę na jego język. Gość przyszedł z ostatniego wagonu, gdzie zajmuje sam 3-osobowy przedział. Jedzie tak jak ja - do Irkucka, a potem nad Bajkał, na drugą stronę jeziora, miejscowości Babuszkin. Zaproszenie dostał od jakiejś organizacji religijnej, do której sam należy.

W przedziale ma rower i bagaż. Tym rowerem chce z Irkucka pojechać do Babuszkina, a potem jechać na nim aż do Niemiec południową trasą ok. 5.700 km !!! Być może zmieni jeszcze plany, aby pojechać jeszcze dalej, aż do Władywostoku i z powrotem !!! Ma już 65 lat (rozwiedziony) i ma za sobą doświadczenie jazdy rowerem przez kraje nadbałtyckie.


Oto Christian, mój niemiecki towarzysz podróży z rowerem na górnej pryczy.

W porównaniu z jego planami, moja pociągowo-samolotowa samotna podróż przestała być czymś godnym uwagi. Korzystam z jego obecności i proszę go aby napisał mi dalszy ciąg niemieckiej piosenki śpiewanej przy piwie p/t ‘Es gibt kein Bier auf Hawai’. Wyjmuję flaszeczkę Soplicy . Pijemy z turystycznego kieliszka w kształcie buta. Zaczynam coraz lepiej radzić sobie z niemieckim. Znam tylko refren piosenki, więc Chrystian pisze mi słowa brakujących zwrotek, i zaraz przy akompaniamencie gitary śpiewamy tę piosenkę na cały głos i cały wagon. Christian śpiewa szczególnie głośno. Inna prosi abyśmy śpiewali nieco ciszej, więc nie zachęcam do bisowania piosenki. Christian wstaje i mówi, ze zaraz wróci. Wraca z jakąś Rosjanką, która jedzie do męża i dzieci po zarobkowym pobycie w Niemczech. Zna język niemiecki. Zawieramy znajomość. Ma na imię Tatiana. Częstuję Soplicą ‘z buta’, potem wyciągam śpiewnik z rosyjskimi piosenkami i śpiewamy przy akompaniamencie gitary.


Tania i ja śpiewamy rosyjskie piosenki z mojego śpiewnika (115 popularnych rosyjskich piosenek); Christian robi zdjęcie.

Tymczasem dostaję telefon od ‘żoneczki’ i przekazuję jej pozdrowienia od moich gości. Czas upływa, Soplicy ubywa. Tania i Christian są wniebowzięci. Tania na chwilę wychodzi i wraca z flaszeczką szampana. Wypijamy, słuchamy i śpiewamy piosenki rosyjskie odtwarzane z moich kaset. Robi się późno (ok. 23:00 [MT]) i goście wychodzą. Zapraszają. abym ich teraz odwiedził. Mówię, że chętnie, ale może jutro czyli w sobotę. Pichcę i jem spóźnioną kolację. Kładę się spać.

13.06 2009 (sobota)

Budzę się o 3:00 [MT] i nie mogę już zasnąć. Przez okno widać podmokłe i walące się brzozy. Niekiedy mijamy miejscowości z drewnianymi domkami, podobnymi do starych i walących komórek. Nie chce się wierzyć, że tam mogą mieszkać jacyś ludzie. Robię zdjęcia przez niezbyt czystą szybę okna.

Robię poranną chusteczkową oblucję - od stóp do głów. Jem śniadanie o znanym składzie z ostatniej paczki z makaronem. Potem robię serię zdjęć: mojego przedziału, pustego korytarza i wnętrza toalety. Spotykam moich opiekunów. Inna trochę pochmurna, choć za oknem ładna pogoda. Chce coś wziąć ode mnie i wskazuje na stojące pod stolikiem butelki z mineralną wodą. Zdziwiony podaję jej jedną butelkę, ale jej chodziło o wiszący nad butelkami mój woreczek ze śmieciami. Nie wiedziałem jeszcze, że ‘musor’ znaczy śmieci, a nie musującą wodę.

Odwiedza mnie Christian i pyta czy nie mógłby mieć noclegu w Irkucku w tej samej kwaterze co ja. Może spać choćby na podłodze. Nie jestem pewien czy to będzie możliwe. Idę do Nikolaja, u którego zastałem prowadnika z wagonu Christiana, i okazuje się, że po przyjeździe późnym wieczorem do Irkucka za uzgodnioną sumę może spędzić ostatnią noc w swoim wagonie, który rano przez jakiś czas będzie stał na bocznym torze. Christian bardzo się ucieszył i idzie do siebie. Daję mu butelkę wody mineralnej. Zostaję sam, ale o spaniu nie ma mowy.

Stajemy na stacji Krasnojarsk i punktualnie o 7:30 [MT] ruszamy. Przejeżdżamy długi tunel. Ciemno. Jednocześnie piję czarną kawę. Magnetofon gra moją ulubioną ‘imieninową składankę’. Z nudów robię remanent zapasów: 2 butelki wody mineralnej, 5 torebek zup, 4 torebki musli, 4 torebki żelek (dla dzieci), 3 tabliczki gorzkiej czekolady Wedla, pół paczki chrupkiego chlebka, suche kiełbaski, pół opakowania orzechowej czekolady SCHOKO, cukier, herbata, kawa.

Jest po 9:00 [MT] i idę odwiedzić Chrystiana, ale o wyjściu muszę powiadomić dyżurującą Innę, która w takich wypadkach zawsze zamyka przedział. Biorę ze sobą gitarę. W wagonie Christiana jest dużo podróżnych. W sąsiednim przedziałach jadą jeszcze od Berlina dwie rodziny z dziećmi powracające na stałe do Rosji po zarobkowym wieloletnim pobycie w Niemczech. Zawieram znajomość, robię parę zdjęć z warunków w ich przedziałach.


Wnętrze przedziału w sąsiednim wagonie.

Potem gramy na zmianę na gitarze; jeden z nich gra jeszcze lepiej ode mnie. Tymczasem stajemy w Swierdłowsku i moi prowadnicy nie wiedzą gdzie jestem. Myśleli, że może zostałem na jakiejś poprzedniej stacji. Nikolaj i Inna są wściekli. W Swierdłowsku stoimy pół godziny, więc wyskakuję na stację w poszukiwaniu jakiegoś banku, gdzie mogę wreszcie wymienić dolary na ruble. Znajduję i wymieniam $200 (kurs $1 = 0,1 Rbl.). Jednocześnie kupują coś do jedzenia i dwie butelki z piwem, które wręczam moim prowadnikom na przeprosiny.

Jeszcze raz idę do Christiana i zapraszam do siebie. Christian często mnie odwiedza, bo ‘u mnie’ jest doskonała klimatyzacja i czysta ubikacja. Wracamy do swoich przedziałów, a ja zjadam przyniesioną obiado-kolację i kładę się spać.

14.06 2009 (niedziela)

Budzę się o 4:20 [MT]. Za nami Omsk, następna stacja Tatarskaja. Robię rutynową oblucje i jem rutynową ‘ciapę’. Nikołaj ma ‘wachtę’, sprząta WC, mój przedział i korytarz, wymienia mi pusty termos na pełny; Inna chodzi pochmurna z wystającą koszulą nocną. A ja rozkoszuje się herbatą; z mojego magnetofonu śpiewa rzewnie Sława Przybylska. Chce mi się żyć!!

Odwiedza mnie Christian i opowiada o swojej doli, kiedy radził sobie jako bezrobotny inżynier (pracował w firmie Agfa) , kiedy padło NRD. Łapał się wielu prac: jako księgowy, kadrowy, kierownik brygady usuwającej skutki powodzi, kierownik brygady remontowej, zbieracz złomu.

Idzie do siebie. Za oknem deszcz. Odbywam sprawozdawczą rozmowę z ‘żoneczką’ i z rozpędu z dwiema biznes-córkami z Warszawy i Wrocławia. Na stacji Nowosybirsk kupuję sobie pęk bananów i cztery pierożki z kapustą. Przychodzi Christian i razem idziemy do wagonu restauracyjnego na piwo. Ja zamawiam jeszcze jedzenie na wynos. W restauracyjnym telewizorze idzie jakiś film wojenny. Wracamy do siebie. Przed północą dojeżdżamy do Krasnojarska. Na peron wychodzi tylko Christian, ja i prowadnicy. Po 30 minutach ruszamy w dalszą drogę, a my idziemy spać.

15.06 2009 (poniedziałek)

Jest 3:15 [MT]. Mimo wczesnej pory robię rutynową oblucję, śniadaniową ‘ciapę’ (tym razem z bananem). Przed nami jeszcze 14 stacji do Irkucka. Cały mój system snu i czuwania rozchwiał się zupełnie. Jem śniadanie, kiedy w Polsce już spałem. Świt następnego dnia tutaj przypada na porą wieczorową w Polsce.

Moja komórka ‘pada’ i proszę Nikołaja o pomoc. Bierze moją komórkę i ładowarkę, uprzedziwszy mnie o ew. konsekwencjach. Po jakimś czasie przynosi naładowaną komórkę. Godzina 9:00, Nikołaj zawiadomił mnie o kolejnej zmianie strefy czasowej o dalszą godzinę.

Mamy 30 minutowe opóźnienie. Daję moim opiekunom: buteleczkę Poloneza dla Nikolaja oraz tabliczkę czekolady i egzotyczne musli dla Inny. Na ich prośbę wpisałem się do czegoś w rodzaju książki życzeń i zażaleń. Oczywiście wpisuję (po rosyjsku) pochwałę i podziękowanie za ich opiekę i uznanie za ich profesjonalność. Inna wysiada w swoim mieście Sibirskoje.

Żegnam się z Christianem i zaczynam się pakować.

Dojechaliśmy z niewielkim opóźnieniem do Irkucka. Żegnam się z Nikołajem, wysiadam i idę do hali dworcowej gdzie ma mnie ktoś odebrać i zawieźć do kwatery. Jest wielu oczekujących, a ja z daleka dostrzegam jakiegoś mężczyznę, który trzyma kartkę z wypisanym na niej moim nazwiskiem. Przedstawiamy się. Nazywa się Siergiej i jedziemy jego Toyotą z kierownicą po prawej stronie. Ale zaraz wracamy się, bo zapomniałem, że na tej stacji miałem jeszcze wymienić elektroniczny bilet Irkuck-Krasnojarsk na papierowy. Mam już ten bilet i jedziemy z powrotem na zamówioną na jedną noc kwaterę.

Gospodynią jest starsza pani. Ma na imię Tamara i zaraz ułatwia mi konieczną rejestrację (300 Rbl.) w Irkucku, prosząc Siergieja o załatwienie sprawy. Następnego dnia chcę jechać autobusem do Listwianki nad Bajkałem, ale paszport z rejestracją mogę otrzymać dopiero po powrocie z Listwianki.

Mój pokój jest schludny. W tej samej kwaterze w osobnym pokoju przebywa także jakieś małżeństwo z Holandii. Biorę prysznic i idę spać. Z trudem zasypiam.

16.06 2009 (wtorek)

Budzę się o 6:00 czasu irkuckiego. Przestawiam drugi zegarek na miejscowy czas w Irkucku, który będzie taki sam w Listwiance. Śniadanie jest o 9:00, które jem w towarzystwie bardzo sympatycznej holenderskiej pary. Rozmawiamy po angielsku. Podróżują po Rosji, wcześniej byli w Chinach i Mongolii.

Tamara jest bardzo wykształconą starszą panią. Zna język niemiecki i trochę angielski. Udziela nawet swojej wnuczce lekcji niemieckiego.

Pokazała jak mam się dostać na dworzec autobusowy. Niestety nie słuchałem jej zbyt uważnie i ‘przespacerowałem się’ na znany mi dworzec kolejowy, który znajduje się zupełnie w przeciwnym miejscu. Moja pomyłka wynikała z przyzwyczajenia, że dworzec autobusowy, jak w Polsce, zawsze sąsiaduje z dworcem kolejowym. Nie żałuję, bo przy okazji zwiedziłem część Irkucka. Postanawiam jednak jechać na dworzec autobusowy taksówką (450 Rbl.).

Na dworcu kupuję bilet na najbliższy kurs do Listwianki. Mam prawie godzinę czasu i jem na pobliskim skwerku drugie śniadanie (kupione w najbliższym kiosku: dwa hot-dogi i coś do picia). Wsiadam do autobusu i jedziemy. Końcowy odcinek drogi do Listwianki jest pagórkowaty o spadkach przypominających skocznie narciarskie. Wysiadam i po długim niepotrzebnym poszukiwaniu domu nr 7 (zamiast domu nr 4 z kwaterą nr 7!) wreszcie jestem na kwaterze.

Gospodynią jest przemiła starsza pani, która na wejście częstuje mnie herbatą z propozycją zjedzenia rybnej kolacji (zamiast mojego stołowania się w drogiej restauracji). Przystaję z ochotą. W kwaterze nocują także dwaj studenci z Australii. Nie znają ani słowa po rosyjsku. Pomagam im w języku angielsko-rosyjskim. Udaję się na długi spacer wzdłuż drogi nad Bajkałem.


Od lewej: skaliste zbocze (niewidoczne), droga z chodnikiem, murek, kamienista plaża, sam BAJKAŁ.

Spacer ‘poprzeczny’ wymaga wspinania się po skałach. Robię kilka zdjęć. Jest Muzeum Bajkalskie (poprzednia nazwa Muzeum Geologiczne), które być może zwiedzę jutro. Wracam na kwaterę na kolację (studenci już są po kolacji, która im bardzo smakowała i proszą abym to przetłumaczył gospodyni). W czasie kolacji rozmawiam z gospodynią. Jest emerytką. Wynajmując kwaterę dorabia do emerytury, która jej wystarcza głównie na stałe opłaty, między innymi płaci za ciepłą wodę, którą akurat wyłączono. O kąpieli w wannie nie ma mowy. Proponuje podgrzanie wody grzałką. Rezygnuję, zresztą studenci także. Nie chcemy narażać emerytki na dodatkowe koszty. Idę spać przed 22:00 [IT].

17.06 2009 (środa)

O godz. 2:00 w nocy budzę się po koszmarnym śnie o pijanych polskich turystach. Około 4:00 budzi mnie komórka. To moja ‘żoneczka’ która nie zdaje sobie sprawy, że między czasem w Polsce a tu w Listwiance jest różnica 7 godzin!! Mam ‘przechlapane’, bo dzisiaj popołudniu wracam do Irkucka i będę jechał pociągiem do Krasnojarska 17 godzin w wagonie 3 klasy czyli w ‘zbiorówce’ bez przedziałów!!

Na razie mam szczęście, bo do Listwianki ma przyjechać samochodem Siergiej z jakimiś turystami i może mnie zabrać w drogę powrotną do Irkucka. Ma mieć ze sobą mój paszport z kartą imigracyjną z wpisaną rejestracją (bardzo ważną). Siergiej przyjeżdża ze swoją córką, która zna angielski i jest przewodniczką dla obcokrajowców. Dla urozmaicenia rozmawiamy także po angielsku. Siergiej okazał się jeszcze raz pomocny i odwiózł mnie z całym bagażem na dworzec kolejowy.

Mój pociąg nr 339 przyjeżdża punktualnie i pakuję się do wagonu nr 14. Moje miejsce nr 33 na dole znajduje się w ‘boksie’ zajętym przez jakąś buriacką rodzinę. Bez ceremonii proponują mi zamianę mojego miejsca na pryczę wzdłuż korytarza, tuż przy drzwiach prowadzących do toalety!! Najpierw nie zgadzam się, potem rezygnuję i zajmuję tę pryczę. Nade mną ma spać pewna (jadąca aż do Moskwy) sympatyczna Rosjanka, z którą przegadałem sporą część podróży, także słuchając moich kaset. Gitara okazała się nieprzydatna, bo podróżni - w większości rodziny z dziećmi - byli zajęci sobą.


Poranny obrazek wagonu 3 klasy; moja prycza po lewej stronie (zamiast po prawej); zdjęcie robię oparty o drzwi prowadzące do 'palarni' i WC.

Sąsiedztwo mojej pryczy z drzwiami to był jeden wielki koszmar. Prawie połowa podróżnych w wagonie przechodziła co parę sekund do toalety i na papierosa zatrzaskując drzwi. Mieliśmy z moją znajomą tego dosyć i przywiązałem drzwi w pozycji otwartej sznurkiem, który po paru minutach zerwał jakiś krzepki pasażer. O spaniu nie było mowy.

18.06 2009 (czwartek)

Kiedy nad ranem nieco przysnułem, obudził mnie łoskot wagonu i czyjeś głośne chrapanie. Robię dyskretnie zdjęcie śpiących na pryczach podróżnych. Pomału zacząłem się pakować, gdyż zbliżaliśmy się już do Krasnojarska.


Krasnojarsk, Lenin wiecznie żywy na Placu Rewolucji.

Na dworcu kupuję plan miasta Krasnojarsk. Decyduję się na taksówkę (400Rbl.) do mojej zarezerwowanej kwatery, gdzie mam spędzić trzy noce. Kwatera znajduje się na obrzeżu miasta.

Gospodarzami okazało się młode małżeństwo: on Anatoli politolog, ona Oksana matematyczka. Obydwoje wykładają w jakimś instytucie. Mają bardzo ładne mieszkanie w bloku na 10 piętrze. Pokazali mi wolny pokój swojego syna, który jest teraz na jakimś obozie. Anatoli dał mi ksero śródmieścia i jak do niego dojechać (ponad pół godziny jazdy) i wrócić. Pokazał w którym barze można dobrze i tanio zjeść oraz bank, w którym mogą wymienić dolary na ruble oraz, na moją prośbę, gdzie mieści się biuro Aeroflotu. Chciałem się upewnić co do elektronicznego biletu lotniczego do Moskwy i zabrania na pokład samolotu gitary, mimo iż pozytywną informację w tych dwóch sprawach dostałem od Pani Mai jeszcze przed podróżą.

Najpierw jednak jadę na dworzec autobusowy, gdzie kupuję bilet na następny dzień do miejscowości Pamiati 13 Borcov (miejsca zsyłki). Na dworcu kupuję także dyski CD i DVD znanych rosyjskich piosenkarzy i zespołów. Łażę po deszczowym Krasnojarsku. Kupuję znaczki na kartki pocztowe do Polski.

Na ulicach, podobnie jak w Irkucku, bezpardonowa jazda samochodów. Jest mało przejść dla pieszych i przejście trzeba rozłożyć na dwie raty aby dostać się na drugą stronę.


Krasnojarsk, Plac Rewolucji. Na zdjęciu limuzyna pary młodej w pobliżu pomnika Lenina.

Wracam autobusem na kwaterę. Gospodarze są bardzo zajęci. Długie godziny spędzają przed komputerem. Właściwie mało ze sobą rozmawiamy. Na moją prośbę Oksana daje mi herbatę. Jest godz. 22:00 [KT] i idę spać.

19.06 2009 (piątek)

Spałem wygodnie choć z wiadomymi przerwami. Jem śniadanie i jadę do śródmieścia. Mam jeszcze 3 godziny czasu do odjazdu mojego autobusu do Pamiati 13 Borcov (zwanej także ‘stieklozavod’). Z pewnym trudem odnajduję biuro Aeroflotu. Jestem 9 w kolejce. I tu miałem sposobność przekonać się jak tu pracują urzędniczki. Wyczekałem się ponad 2 godziny zanim nadeszła moja kolej. Urzędniczka mogła mi poświęcić tylko 10 minut, bo zbliżała się u niej przerwa obiadowa. Czekałem na próżno, bo nic konkretnego w sprawie gitary nie dowiedziałem się. Powiedziała mi to, co już wiedziałem wcześniej, że suma trzech wymiarów bagażu podręcznego nie może przekroczyć 115 cm. Miałem tylko pół godziny aby dostać się na dworzec autobusowy. Na szczęście zdążyłem. Jadę i w drodze otrzymuję telefon od szwagierki. Krótka relacja.

Wysiadam na przystanku miejscowości mojego i rodziców zesłania - prawie 70 lat temu. Na przystanku pytam napotkane dzieci o drogę. Do miejscowości i znanej mi huty szkła jest niedaleko. Po chwili widzę komin i zabudowania huty. Przechodzę przez znaną mi rzekę Kemczug. Płytka woda, a przecież kiedyś spławiano tu drewno zasilające hutę w opał. Pukam do drzwi stróżówki huty. Stróżem okazał się bardzo sympatyczny i uczynny Aleksander, który usłyszawszy kim jestem i poco przyjechałem aż z Polski, zamknął stróżówkę i swoją Toyotą (z kierownicą po prawej stronie) zawiózł mnie do miejsca gdzie znajduje się szpital, w którym ja i mój starszy brat leżeliśmy chorzy na błonicę, a brat jeszcze na czerwonkę.


Miejscowość Pamiati 13 Borcov. Zdjęcie przedstawia przypuszczalną chatę, gdzie mieszkaliśmy w czasie zsyłki; tam wciąż mieszkają ludzie!!.

Pokazał mi ruiny spalonego klubu, gdzie kiedyś wyświetlano znane mi filmy i gdzie tymczasowo umieszczono zesłanych tu Kałmuków. Zobaczyłem także pozostałości dawnej szkoły podstawowej, w której chodziłem do pierwszej klasy zanim wróciliśmy do kraju. Aleksander na moją prośbę zostawił mnie samego i zaprosił mnie, jak tylko skończę zwiedzanie, do swojej stróżówki na herbatę. Pytałem kilka napotkanych staruszek czy coś wiedzą o mieszkających tu polskich zesłańcach. Niestety, żadna nie mieszkała tutaj kiedy myśmy tutaj byli. Kupuję bilet powrotny do Krasnojarska i wracam do stróżówki, gdzie Aleksander ze swoją znajomą częstują mnie herbatą i olbrzymią kremówką. Rozgadaliśmy się. Zbliża się godzina odjazdu mojego autobusu i Aleksander odwozi mnie na przystanek. Nadjeżdża mój autobus i na pożegnanie robię sobie pamiątkowe zdjęcia moim przemiłym znajomym. W Krasnojarsku wracam do swojej kwatery.

20.06 2009 (sobota)

Po śniadaniu jadę do śródmieścia i wymieniam w banku $70. Jem coś w znanym mi barze, wysyłam pocztówki i jadę na dworzec autobusowy, aby stamtąd pojechać na lotnisko celem upewnienia się co do transportu gitary. Okazuje się, że mogą ją śmiało wziąć ze sobą na pokład samolotu. Wracam do miasta i mam trochę kłopotu z dostaniem się autobusem do kwatery (sprawa pogmatwanej kierunkowości ulic). Jestem już na kwaterze i z gospodarzem uzgadniam transfer za 1500 Rbl. na jutro wczesnym rankiem. Pakuję się i idę spać. Oksana będzie czekać ze śniadaniem o 4:00 rano!! Oczywiście, śpię nerwowo, budząc się co godzinę.

21.06 2009 (niedziela)

Po śniadaniu Anatoli odwozi mnie na lotnisko, skąd o 06:55 mam samolot do Moskwy. Docieramy do celu bez problemów, gdyż w niedzielę o tej porze ruch jest praktycznie zerowy. Oddaję plecak na bagaż i na podstawie elektronicznego biletu od razu dostaję kartę pokładową. Do kabiny biorę mały plecaczek i gitarę.

Najpierw muszę przejść ścisłą kontrolę. Trzeba zdjąć buty i położyć je na mniejszej plastikowej tacy, a na nogi założyć foliowe pantofle. Na drugą, większą tacę kładę kurtkę i plecaczek. Tace i gitara przechodzą na taśmie przez bramkę bezproblemowo. Przez drugą bramkę przechodzę ja, wyciągając uprzednio z kieszeni wszystko co miałem metalowego: pieniądze, dwa zegarki, nawet schowaną w pośpiechu kasetę magnetofonową. Za każdym razem coś pika. W końcu zdejmuję pasek od spodni i przestaje pikać. Spociłem się jak mysz. Anatoli wsiąż czeka, obserwuje mnie i chyba w duchu ryje ze śmiechu patrząc na moją szamotaninę.

Ostatni zdalny gest pożegnania i idę do poczekalni aby ochłonąć. Po ok. 45 minutach komunikat dla pasażerów lotu nr 780 o ustawianiu się przy wyjściu nr 1. Przy wyjściu oddaję część karty pokładowej; zostaje tylko odcinek na odbiór bagażu. Wchodzimy do podstawionego autobusu, który zawozi nas pod samolot. Gitarę stewardesy chowają w schowku w klasie business!! W samolocie mam wspaniałe miejsce przy praktycznie dwóch oknach, dokładnie nad skrzydłem i widokiem na lewy silnik; zaraz robię im zdjęcie. Cały czas nadają komunikat, między innymi o konieczności wyłączenia telefonów komórkowych. Mam komórkę, ale nie wiem jak się ją wyłącza.; nie znam nawet jej PIN’u. Modlę się żeby nikt teraz do mnie nie dzwonił. Podają coś do picia.

W jakimś czasie po starcie podają lunch. Jem i cały czas myślę o komórce. Jakby tego było mało, ta cholera zaczyna głośno mlaskać domagając się ładowania, budzi nawet z drzemki siedzącą obok mnie damę. W końcu nie wytrzymuję i przywołuję stewardesę i wyjaśniam sprawę. Okazuje się, że martwiłem się niepotrzebnie, gdyż zakaz korzystania z elektroniki dotyczy przede wszystkim sytuacji gdy samolot znajduje się na ziemi.

Co jakiś czas jest turbulencja i trzeba zapinać pasy. Przez praktycznie całą podróż lecimy nad gęstymi barankowymi chmurami. Lądu ani śladu. Nuda!! Czy tu nie ma terrorystów??

W końcu lądujemy o czasie. Z samolotu wychodzę ostatni. Ktoś zauważa że została jakaś gitara. Biorę swoją ‘padróżkę’ i podstawiony autobus zawozi nas pod halę główną. Odbieram z transportera plecak i wychodzę na zewnątrz. Teraz autobusem trzeba się dostać na końcową stację Recznyj Vogzal metra nr 2, aby dojechać do przystanku Beloruskaja sąsiadującego z Dworcem Białoruskim, skąd odchodzi mój pociąg do Warszawy. Mam szczęście, bo autobus nr 851, który tam jedzie już stoi. Bez trudu dojeżdżamy i zaraz po wykupieniu biletu metra trafiam na właściwy peron i kierunek. Natychmiast zajeżdża kolejka i szybko dostaję się na Dworzec Białoruski.


Moskwa, jakaś cerkiew obok Dworca Białoruskiego. W głębi obok ruchliwej ulicy jakaś kobieta prowadzi konia!

Mój pociąg odjeżdża dopiero o 16:50 i mam aż 8 godzin czasu!! Oddaję plecak i gitarę do przechowalni i wychodzę z plecaczkiem i parasolką na miasto. Niestety cały czas pada deszcz. W taką pogodę rezygnuję z jazdy metrem do serca stolicy Rosji. Zresztą, przed laty byłem w Moskwie dwa razy. Na okolicznej szerokiej arterii charakterystyczny agresywny ruch samochodów, więc szukam spokojniejszych ulic. Wymieniam parę dolarów na ruble w okolicznym kantorze. Kupuję banany i coś do picia. Wchodzę do małego barku, gdzie na stojąco zjadam półtora kotleta z ziemniakami a drugie pół proszę o zawinięcie w blin - na wynos. Z trudem odnajduję mały sklepik, gdzie kupuję rosyjską wódkę, której oczekują moi przyjaciele i córka z Warszawy.

Mam niecałą godzinę do odjazdu mojego pociągu. Odbieram bagaż z przechowalni i idę na peron. Mój pociąg już stoi. Odnajduję mój wagon i wkrótce prowadnica wpuszcza mnie do środka. W 3-osobowym przedziale mam miejsce na dole. Wkrótce do przedziału wchodzi małżeństwo, które zajmuje prycze nade mną. Szybko zawieramy znajomość. Oni: Andrzej i Tania oraz ich koleżanka Alicja z sąsiedniego przedziału właśnie wracają z jakiejś konferencji w Moskwie poświęconej zdrowej wodzie i suplementacji pożywienia. Alicja obchodzi właśnie spóźnione imieniny i zaraz zostaję zaproszony do wypicia ‘jednego’ za jej zdrowie. Mam jeszcze ostatnią buteleczkę Soplicy, którą wypijam z Andrzejem; panie już nie piją. Trochę słuchamy moich kaset . Andrzej z żoną znużeni idą spać, a ja zaraz po nich. W nocy przejeżdżamy niepostrzeżenie granicę rosyjsko-białoruską, a w jakiś czas potem odbywa się kontrola paszportowo-celna oraz wymiana zestawów kołowych na granicy białorusko-polskiej.

22.06 2009 (poniedziałek)

Jedziemy dalej lecz ja już nie śpię. Jem to co mi jeszcze zostało: pół kotleta w blinie, banany. Proszę prowadnicę o wrzątek do termosa i wkrótce delektuje się herbatą. Po jakimś czasie budzą się moi ‘współspacze’ i po toalecie zaczynają się pakować, bo niedługo wysiadają w Białej Podlaskiej. Trochę śpiewamy przy akompaniamencie gitary. Robimy sobie zdjęcia. Próbuję także zrobić zdjęcie swojej prowadnicy, ale ona kategorycznie mi tego zabrania. Jest jednak bardzo uczynna pomagając mi naładować moją ‘padniętą’ komórkę. Z całą trójką żegnam się, bo już stajemy w Białej Podlaskiej.

Zostaję sam i wkrótce sam zaczynam się pakować. Brzdąkam sobie na gitarze a prowadnica chwali, że ładnie gram. Za oknem nadal towarzyszy nam deszcz. Wreszcie dojeżdżamy do Warszawy Centralnej. Wysiadam i od razu kupuję bilet na ekspres ‘Rejtan’ do Opola. Mam jeszcze 2 godziny czasu i w poczekalni kończę pisanie tego dziennika. Podróż do Opola trwa ok. 5 godzin. W Opolu trochę czekania i mam połączenie do Nysy. W pociągu do Nysy proszę pewną pasażerkę o zrobienie mi ‘finalnego’ zdjęcia.

Z dworca z plecakiem i gitarą w ręku idę prosto do sklepu, gdzie pracuje moja ‘żoneczka’. Zaskoczenie i czułe cmok, cmok. Idę jeszcze do otwartej katedry gdzie odmawiam dziękczynny paciorek z udaną podróż. Wkrótce jesteśmy w domu.

Tyle wrażeń, a tylko w 12 dni, które mijają niepostrzeżenie w codziennej rutynie życia!!

Zbigniew Zawiślak

PRZYGOTOWANIA DO PODRÓŻY - CZĘŚĆ PRAKTYCZNA

  • Zbieranie informacji w internecie i odnalezienie EYAND TRAVEL [polecam!!!]
    Jest to moje drugie podejście, gdyż z poprzedniego (też przez EYAND TRAVEL) zrezygnowałem w ostatniej chwili w związku z zeszłorocznym konfliktem gruzińskim.
  • Organizator podróży: Pani Maja Forysiak z EYAND TRAVEL [E.T.]
  • Dokumenty: Zaproszenie (voucher) [- przez E.T.], 2 wizy - załatwione osobiście w Poznaniu
  • Trasa podróży, bilety, noclegi ze śniadaniem:
  • pociąg Warszawa-Irkuck (przez Mińsk) [bilet kolejowy kupiony osobiście]
  • Rezerwacja 1 noclegu w kwaterze prywatnej w Irkucku [- przez E.T.]
  • autobus Irkuck-Listwianka nad jeziorem Bajkał [bilet autobusowy kupiony osobiście]
  • Rezerwacja 1 noclegu w kwaterze prywatnej w Listwiance [- przez E.T.]
  • Transfer samochodem do Irkucka [- przez E.T.]
  • pociąg Irkuck-Krasnojarsk [elektroniczny bilet kolejowy, 3 klasy (miejscówka) - przez E.T.]
  • autobus Krasnojarsk- m. Pamiati 13 Borcov - Krasnojarsk [bilety kupione osobiście]
  • airbus Krasnojarsk-Moskwa [elektroniczny bilet lotniczy - przez E.T.]
  • pociąg Moskwa-Warszawa [bilet kolejowy, 2 klasy (coupe) - przez E.T.]
  • Bagaż: plecak z odzieżą, obuwiem, jedzeniem (zupki, czekolada, chlebek ‘chrupkie’ itp.), termosem, środkami higieny osobistej (w tym chusteczki dla niemowląt), pigułkami, magnetofonem, kasetami, śpiewnikami z ok. 150 rosyjskimi piosenkami, 4-buteleczkami Soplicy i Poloneza (całość ok. 20 kg); neseserek na dokumenty, pieniądze, komórkę, cyfrowy aparat fotograficzny itp.; gitara 12-strunowa.

Relacja z wyprawy nad Jezioro Bajkał

Relacja z podróży: Chiny - Mongolia - Rosja

Wyprawa rowerowa "Pekin 2008"

Zapraszamy do zamieszczenia relacji z podróży na łamach portalu o Kolei Transsyberyjskiej

 


<- Powrót